Translate This Page

Oto moja historia


Przyjechałem tu do pracy od razu na kontrakt. Uczyłem się szybko języka angielskiego, przechodziłem kolejne kursy i ostatecznie zostałem supervisorem. Byłem zadowolony ze swojego życia, miałem dobrą pensję, stałą pracę, byłem doceniany, poza małym szczegółem - brakowało mi tej drugiej połówki. 


W Walentynki na jednej z dyskotek poznałem dziewczynę, Polkę. Bawiliśmy się dobrze, na koniec dała mi swój numer telefonu i tak oto zaczęła się nasza znajomość. Agnieszka okazała się miłością mojego życia. Widywaliśmy się praktycznie codziennie, nie wyobrażałem sobie życia bez niej. Kiedy zwolnił się pokój w jej mieszkaniu zaproponowała mi, abym się wprowadził do niej. Tak też zrobiłem.


Wspólnie zakupionym autem udaliśmy się na urlop do Polski. Gdy płyneliśmy okrętem pomiędzy UK a Francją postanowiłem, że się oświadczę. Poprosiłem ją o spacer po pokładzie i przy świetle księżyca uklękłem, poprosiłem o ręke i podarowałem jej pierścionek, który wcześniej przygotowałem. Byłem pewny, że to ta jedyna. Zakochałem się. Po naszym powrocie okazało się, że Agnieszka jest przy nadziei. Ucieszyłem się bardzo, obiecaliśmy sobie wtedy, że będziemy najlepszymi rodzicami.


Półtora miesiąca po przeprowadzce do wspólnego mieszkania narodził się nasz syn, Szymon. Był to najpiękniejszy dzień mojego życia. Niestety w tym samym czasie straciłem pracę z powodu redukcji pracowniczej. Agnieszka dowiedziała się od naszych znajomych, że możemy starać się o pomoc od państwa i po około 2 miesiącach dostaliśmy pierwszy housing benefit i coucil tax benefit. Razem byliśmy w domu z naszym synkiem. Agnieszka od samego początku bała się nim opiekować, chodzi tu o przebieranie maluszka i dawnie mu kąpieli. Postanowiła, że ja sobie z tym dobrze radzę więc ja będę to robił. Nie przeszkadzało mi to, wręcz dawało mi satysfakcję, przecież to jest mój synek. W dodatku przyjechała moja mama z Polski aby nam pomóc. 


Po około 4 miesiącach przerwy w pracy mój manager zadzwonił do mnie i powiedział mi, że zwolnił się wakat i że jestem mile widziany w pracy. Ucieszyłem się, ponieważ to była dobra praca i znów mogłem się poczuć jak prawdziwy mężczyzna. Pomysł ten jednak nie podobał się zbytnio Agnieszce, według niej świetnie dawaliśmy sobie radę na benefitach. Postanowiłem jednak, że powrócę do pracy. Jej warunkiem mojego powrotu do pracy było to, że moja cała pensja miała trafiać na jej konto, a pieniądze, które mogłem sobie pozostawić były tylko na opłatę ubezpieczenia. Mimo tego, że powróciłem do pracy, moje obowiązki domowe pozostały. Oprócz przebierania, kąpania, doszły jeszcze nowe obowiązki karmienia Szymona w nocy ściągniętym mlekiem z piersi Agnieszki, pranie, mycie naczyń, sprzątanie. 


Kilka miesięcy później zostałem ponownie zwolniony z powodu praktycznie całkowitego zamknięcia firmy. Agnieszce to nie przeszkadzało, mogła ponownie aplikować o benefity. Wszystkie były składane na naszą rodzinę, jednak pieniądze szły na jej konta. Ja stałem się pełnoetatową gospodynią domową - oprócz wymienionych wyżej zadań musiałem także prasować, prać, myć okna, kosić trawę, myć podłogi, odkurzać, myć łazienkę, sprzątać kuchnię i gotować. Było mi bardzo wstyd za samego siebie ale myślałem, że tak musi po prostu być. Zapomniałem w tym czasie o znajomych, zresztą nawet gdybym chciał gdzieś wyjść, musiałem prosić Agnieszkę o pieniądze. Postanowiłem, że postaram się o kuroniówkę i otrzymałem ją. Ucieszyłem się, ponieważ miałem w końcu jakiś grosz dla siebie. 


Agnieszka wróciła do pracy na 16 godzin w tygodniu i była bardzo zmęczona, zawsze po powrocie z pracy szła spać, a ja w tym czasie miałem za zadanie opiekować się Szymonem i ugotować obiad na czas, gdy ona się obudzi. Pewnego dnia mama Agnieszki, która do nas przyjechała, postanowiła nakarmić rocznego Szymona tak zwanym leczo, przyrządzonym na kiełbasie czosnkowej z cebulą, paprykami i pomidorami. Szymonek był przyzwyczajony do jedzenia delikatnych rzeczy. Codziennie gotowałem mu świeży obiad z kurczaka, warzyw, ziemniaczków, wszystko gotowane i zblendowane. A tu raptem leczo. Mój syn zrobił się czerwony, zaczął płakać i wymiotować nosem i ustami, obie wpadły w panikę. Zaczął się dusić. Oczyściłem mu jamę ustną, dałem wody do popicia, poprawiło się mu. Byłem wdzięczny Bogu, że nic się nie stało. Po tym zdarzeniu pokłóciłem się z Agnieszką i jej mamą. Wtedy właśnie się zaczęło, moja narzeczona zaczęła szantażować mnie, że mnie opuści, zabierze mi dziecko i pieniądze i zostawi mnie na lodzie.


Agnieszka zaczęła mieć problemy w pracy, ciągle spędzała czas na telefonie, nie miała chwili dla Szymonka i dla mnie. Gdy wracała z pracy szła prosto na papierosa i na godzinne konwersacje. Zaczęły się także jej wyjścia z koleżankami na miasto. Gdy przychodził piątek czy sobota Agnieszka wychodziła i zostawiała mnie samego z naszym synkiem. Na początku było to tylko na parę godzin, później zaczęło się to zmnieniać w całe noce. Bywało tak, że musiałem jej szukać po znajomych i rodzinie. Nasze życie intymne zmieniło się diametralnie, nie mieliśmy żadnych kontaktów, jedynie gdy umyłem okna albo wyczyściłem ubrudzony piekarnik zostałem wynagrodzony, to były jej słowa, czułem sie strasznie. Zaczęły się także jej problemy genitalne, dostawała jakichś piekących i swędzących wysypek. Otrzymywała na to jakieś lekarstwa od naszego GP. Tłumaczyła mi to tym, ze to są KOBIECE PROBLEMY związane z jej ciążą. Mówiłem jej, że przecież tego nie miała, ona uparcie twierdziła, że to wina ciąży. Zmartwiłem się naprawdę, gdy jej choroba przeniosła się na mnie. Dawała mi wtedy jakieś kremy, a gdy to nie pomagało, otrzymałem od niej jakieś tabletki, które rzekomo otrzymała od GP dla mnie. Pod jej nieobecność sprawdziłem te tabletki i ulotkę w nich zamieszczoną i okazało się, że są one na Opryszczkę Genitalną. Byłem załamany. Miałem powiedziane, że pod żadnym pozorem mam nikomu tego nie mówić. Było mi przykro. W dodatku jej rodzina i jej znajomi naśmiewali się ze mnie. Z tego, że nie pracuję, myśleli, że mi się nie chce, a nie znali prawdy. Wmawiali mi, że jestem nerwowy, żaden chłop ze mnie bo nie pije, a i palić też nie palę, więc nie mają o czym ze mną rozmawiać. O moich starych znajomych musiałem zapomnieć, bo jeżeli miałbym ochotę gdziekolwiek wyjść, musiałbym prosić o pieniądze, a pieniędzy przecież nie mieliśmy, bo była ciężka sytuacja, a jej konta były nietykalne. Zdarzało się, że moja narzeczona dawała alkohol naszemu synowi, mówiła, że nic mu nie będzie i że będzie lepiej spał. Nie podobało mi się to bardzo, ale miałem powiedziane "ZAMKNIJ MORDĘ, JAK COŚ CI SIĘ NIE PODOBA, ZNAJDĘ SOBIE INNEGO". 


Tego dnia Agnieszka poszła do pracy jak zawsze, jednak nie powróciła, zwykle wraca o 11.00 rano. Moja mama miała tego dnia spotkanie w szpitalu na 2.00. Nie namyślając się ubrałem Szymonka by przygotować go do wyjścia z nami. Tuż przed godziną 1.00 Agnieszka weszła do domu, a dokładnie do naszej sypialni gdzie ja przebywałem i powiedziała mi NIGDZIE NIE WEŹMIESZ KUR.... MOJEGO SYNA. TERAZ JA GO ZABIERAM I SIĘ WYPROWADZAM. Byłem zszokowany, nie wiedziałem, co ona do mnie mówi. Zszedłem na dół. Agnieszka podążając za mną zeszła na dół mówiąc mi, że teraz zadzwoni na policję. Ja nie wiedząc, o co jej chodzi odparłem ok, jeżeli chcesz, nie ma sprawy. Zadzwoniła. Przyjechały dwa radiowozy. Agnieszka powiedziała im, że chcę uprowadzić nasze dziecko, po czym dodała, że pobiłem ją w zeszły piątek. Jeden z policjantów zapytał się dlaczego nie zgłosiła tego w piątek, ona nie potrafiła odpowiedzieć. Policjanci puścili mnie do szpitala z moja mamą na jej wizytę mówiąc mi, że Agnieszka i Szymon prześpią noc u jednego z jej braci. Następnego dnia wstawiłem się w lokalnym komisariacie. Zdziwiło mnie, że zostałem zaprowadzony od tyłu i zostały pobrane moje odciski palców. Zostałem umieszczony w celi na około 4-5 godz. Po tym dostałem adwokata z urzędu i zostały odczytane mi moje zarzuty, które Agnieszka dodała tego dnia. Moje zarzuty brzmiały: próba porwania, pobicie narzeczonej i próba zabójstwa syna, które miało się odbyć, gdy Szymon miał 7 miesięcy. W tym momencie poczułem się, jakby moje serce pękło, nie wiedziałem, co ci ludzie mówią do mnie. To było jak koszmar. Zostałem przesłuchany, opowiedziałem moją historię. Dowiedziałem się, że została przesłuchana także moja mama w obecności tłumacza. Moje zatrzymanie trwało do godz. 4 rano, po czym zostało mi odczytane, że prokurator uznał mnie za niewinnego. 


Do tej pory odbyły się 4 sprawy sądowe, na których walczyłem o widzenie się z synkiem. Wygrałem je, widuję się z synem raz w tygodniu w specjalnym centrum. Ma się odbyć kolejna sprawa, na której ma się wyjaśnić, kto kłamie, a kto mówi prawdę i kto będzie prawnym opiekunem Szymonka.

Rafał

 

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Imiona osób zostały zmienione.

Organizacje wspierające ojców, którzy stracili kontakt z dziećmi w wyniku separacji lub rozwodu:

 

FAMILY COURT ADVICE - http://www.fathers-access-rights.co.uk/

FAMILIES NEED FATHERS - http://www.fnf.org.uk/

FATHERS4JUSTICE - http://www.fathers-4-justice.org/

 

Dane organizacji udzielających pomocy mężczyznom będącym ofiarami przemocy domowej można znaleźć tutaj.